Rewolwer czy straszak?

Wiecie jaka jest różnica pomiędzy prawdziwym rewolwerem a straszakiem? Z tego pierwszego można wyrządzić komuś krzywdę (i to taką cielesną). Straszakiem, jak sama nazwa wskazuje, możemy co najwyżej postraszyć i postrzelać ślepakami. Po co to porównanie? Czytajcie dalej, a dowiecie się wszystkiego.

28 września, czyli już za mniej niż miesiąc, do sprzedaży trafi album „Celebration” – składanka z największymi przebojami Madonny. Piosenkarka, która nie tak dawno odwiedziła nasz kraj w ramach trasy Sticky & Sweet Tour, by zachęcić potencjalnego nabywcę do kupna płyty, do sporej listy znanych już „na wylot” hitów dodała dwa premierowe utwory. O tytułowym „Celebration” napisano już tyle, że szkoda czasu by się powtarzać. Drugim nowym kawałkiem jest „Revolver” z gościnnym udziałem rapera Lil Wayne’a. Jednak czy ta kolaboracja Królowej Popu była potrzebna?

Madonna (l) i Lil Wayne (p)

Madonna znana jest z tego, że umie ustawić się na scenie. I nie chodzi tu o to, że lewy profil lepiej wygląda w świetle, a prawy należy chować przed fleszami. Mam tu na myśli umiejętność adaptacji do panującej w danym momencie muzycznej mody. To właśnie dzięki temu, że pani Ciccone, niczym kameleon, zmienia odcienie swojej muzyki, nieprzerwanie od ponad ćwierć wieku zabawia nas swoją twórczością.

Ostatnio taką „transformację” Madonna przeszła podczas pracy nad albumem „Hard Candy”, którego premierę mieliśmy w roku ubiegłym. Wtedy to nawiązała ona romans z „czarnymi dźwiękami”. Współpraca z Timbalandem, Pharrellem Williamsem i Kanye Westem – osobami na co dzień związanymi z amerykańską sceną hip-hopową oraz Justinem Timberlakem, który już nie raz gościł na rapowych płytach, jest tego najlepszym przykładem. O efektach ich wspólnych nagrań nie będę pisał, gdyż nie jest to tematem moich rozważań na ten czas.

Wróćmy do nazwiska Lil Wayne, które dziś już padło. Autor bardzo dobrze przyjętej płyty „Tha Carter III” dołączy zapewne, z dniem premiery składanki „Celebration”, do zaszczytnego grona osób, które miały okazję współpracować z Madonną. Jeszcze dziesięć lat temu, to o taką szansę prosili się inni, teraz robi to sama Louise Veronica. Czy potrzebnie? O ile współpraca z Timbo i Williamsem przy płycie „Hard Candy” wydaje się uzasadniona (Madonna chciała osiągnąć najmodniejsze wówczas brzmienie, sięgnęła więc po najmodniejszych na tamten okres producentów), o tyle pomysł na wspólne śpiewanie z Waynem wydaje mi się „strzałem kulą w płot”.

Jak śpiewać „Revolver” to tylko w takich butach! (kliknij, by powiększyć)

Mimo iż słyszałem „Revolver” jedynie w wersji demo, która wyciekła do Internetu, mogę śmiało napisać, iż jest on żenująco słaby. A mogło być tak dobrze, wszak ten sam „Revolver” w wersji pierwotnej, bez czarnoskórego rapera, był – i tutaj bez zbytniej kokieterii – najlepszym kawałkiem Królowej Popu od bardzo, bardzo dawna. Piosenkarka pierwszy raz od dłuższego czasu zrobiła to, co przed laty – podążyła za modą, jednak brzmienie jej utworu było dziesięć razy lepsze od innych. To właśnie „Revolverem” Madonna, niczym samotny mściciel, mogła po raz kolejny wystrzelać konkurencję na listach przebojów. To właśnie melodyjnym i łatwym do zapamiętania refrenem Ciccone ponownie zdobyłaby serca fanów i parkiety na całym świecie. Tymczasem, nie wierząc już najwyraźniej we własne umiejętności, sięgnęła do portfela i zapłaciła grubą kasę za kilkunastosekundowy skrzek Wayne’a. I tak, zamiast niczym rasowy snajper celnymi strzałami pozbyć się rywali, bez kamizelki i asekuracji (bo kto ma niby ją osłaniać, Lil?) wpadła w sam środek strzelaniny, z której nie uratuje jej już raczej nic.

Patrząc na karierę Madonny, na jej doświadczenie w show biznesie stwierdzam, że „Revolverem” artystycznego samobójstwa piosenkarka nie popełni – wszak jak już pisałem, utwór z gościnnym udziałem Lil Wayne’a to tylko pistolet naładowany ślepymi nabojami, a tymi trudno zrobić komuś krzywdę.

– Do you wanna die happy? Do you wanna die happy?
– Yes, you can kill me but without Wayne!

* * * *

Na koniec mam dla Was jeszcze dwie wersje „Revolvera” do posłuchania – bez Wayne’a oraz w duecie. Która lepsza? Oddajcie głos w poniższej ankiecie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.