Krótka piłka #5: o „odkurzonych” płytach.

Kolejna środa, kolejna odsłona Krótkiej piłki. Tym razem przedstawię Wam kilka płyt, do których wróciłem w ostatnim tygodniu po dłuższym czasie. Myślę że większość z nich będzie Wam znana. Jeśli nie – po lekturze tego tekstu musicie po nie sięgnąć! Zapraszam.

Czasem bywa tak, że jakiś album podoba się nam bardzo, słuchamy go przez kilka dni, tydzień, a nawet miesiąc bez przerwy. Znamy na pamięć kolejność piosenek, teksty. Wiemy gdzie gitarzysta zagra dłuższą solówkę, perkusista przesadzi z „dudnieniem”, a wokalist(k)a „pociągnie” ładnie koniec linijki. Później jednak na rynku pojawia się nowa płyt, którą zaczynamy traktować tak samo, jak dotychczasowego faworyta, o którym zapominamy… czasem na bardzo długo. Dzisiaj właśnie chciałbym przedstawić Wam kilka takich zapomnianych przeze mnie płyt, do których wróciłem w ostatnim tygodniu. Jak się okazało, były to powroty do krążków sprzed kilki lat, do pozycji, które kiedyś kształtowały mój muzyczny gust, moje patrzenie na świat, po prostu mnie.

Vienio & Pele „Autentyk 3”
Wielu może zdziwić to, że ten album znajduje się tutaj, i to jeszcze na samym początku. Tak wyszło. Trylogią „Autentyk” jarałem się bardzo. Ostatnia część serii z większością „ogrzewanych” piosenek z wcześniejszych płyt (ale w lepszych wersjach i aranżacjach) duetu stanowi dla mnie coś w rodzaju pozycji obowiązkowej jeśli chodzi o polski hip-hop. Byłem wtedy mega zbuntowanym małolatem, przy „To mój hardkor” uważałem się za króla ulicy, a w nowej wersji „Chcę żyć” poznałem Eisa – rapera, który mimo jednego albumu na koncie jest legendą w naszym kraju. I weź spróbuj zaprzeczyć!

Roxette „Joyride”
Druga płyta i zapewne drugie zaskoczenie – szczególnie dla mojej siostry. Kaseta wszak pochodzi jeszcze z czasów, kiedy to ona była niepokornym małolatem, a ja słuchałem tego, co ona – bo musiałem („Dzieci i ryby głosu nie mają”). Teraz wiem, że to jest to. Naprawdę podobają mi się utwory takie jak „Spending My Time”, „Church of Your Heart” czy też tytułowy singiel. Szkoda że takich grup już dziś nie ma.

Sistars „AEIOU”
Druga i jak na ten moment ostatnia płyta grupy Sistars. Czasy licealne, początki mojej przygody z pisaniem o muzyce, początki legendarnego (tylko dla mnie?) forum muzycznego axunmusic.fora.pl. Ogółem dobry okres. A do tego ciekawa płyta sióstr Przybysz. Jeden z moich ulubionych polskich albumów. Jak wrażenia po ponad dwóch latach od ostatniego odsłuchu? Bardzo dobre! „AEIOU” jak wino – im starsze, tym lepsze.

WWO „We własnej osobie”
Moja pierwsza oryginalna płyta na CD, za którą zapłaciłem sam. Zbierałem, zbierałem i uzbierałem. Teraz, kiedy słuchałem jej po kilku latach przerwy, uważam, że pewnie dzisiaj nie byłbym już tak zakochany w nawijce Sokoła i Jędkera. Ale to były inne dni… Był nawet czas, że „Halabardy” znałem na pamięć, a teksty warszawskich raperów dawały mi więcej do myślenia, niż „mądrości” przekazywane przez nauczycieli.

Kut-O „Don’t Fuck With Us”
Singiel wydany w woskowej, limitowej wersji 250 sztuk. Odpaliłem wczoraj na moim adapterze, pamiętającym jeszcze czasy PRL-u i… był ogień! Kut-O po bicie z tytułowego utworu, to dla mnie czołowy producent świata – może jest w tym trochę przesady, ale i ziarnko prawdy też się znajdzie.


V/A „Technodrome vol. 4 – The Best of Progressive Techno!”
Rok 2000. Napiszę krótko – nie byłem wtedy fanem techno. Kilka dni temu „wrzuciłem” do odtwarzacza jeden z dwóch dysków, które wchodzą w skład albumu „Technodrome vol. 4”. Napiszę krótko po raz kolejny – dzisiaj fanem techno także nie jestem.


K-Otix „Universal”
Nie mam oryginału „Universal” na swojej półce z płytami. Nawet nie wiecie jak ucieszyłem się, kiedy jakiś tydzień temu znalazłem wśród krążków przegrany egzemplarz tego albumu. Typowy pirat – z wydrukowaną okładką i tracklistą na odwrocie (czcionka Arial, czaisz to!?). Trio z Houston na początku 2002 roku było dla mnie tym, czym dla fanów rocka grupa Queen trzy dekady wcześniej. Cel na najbliższy czas – zaopatrzyć się w oryginalną kopię „Universal”.

Jak widzicie, większość z wymienionych płyt to pozycje utrzymane w rapowych klimatach. Nikogo, kto mnie zna, zapewne to nie dziwi. Powód do namysłu może stanowić fakt mojego nagłego powrotu do nich. Dlaczego tak się stało? Co było impulsem do ponownego przypomnienia sobie płyt z 2005, 2001, a nawet z 1991 roku? Szczerze powiem Wam, że nie mam pojęcia. Tak po prostu pewnego deszczowego dnia wstałem, sięgnąłem po jeden z wspomnianych krążków i wcisnąłem przycisk PLAY. I poszło.

4 Comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.