Ortega Cartel – Lavorama.

Nie, nie chodzi tu o wakacje (jeżeli tak myślisz, to daj sobie spokój!). Chodzi o nową produkcję Ortegi Cartel. Po jednej z kilku rozmów na ten temat, stwierdzam, że jak do tej pory jest ona albumem roku.

Po którymś z kolei przesłuchaniu „Lavoramy” (w Kanadzie Lavorama to sieć pralni w MTL i jego okolicach), stwierdzam, iż jest ona najluźniejszym, a zarazem najbardziej perfekcyjnym, polskim materiałem hiphopowym jaki kiedykolwiek słyszałem. Ze względu na co? Na podkłady przede wszystkim. Usłyszałem nawet opinię że „Lavo” brzmi jak płyta producencka patr00, jednak tej nie podzielam. „Randomnote” to zupełnie inna półka, inaczej skomponowana, inaczej brzmiąca – miejscami podobnie do produkcji Noona. Piąty krążek duetu to kompletna oryginalność i postęp. Słychać to szczególnie w produkcjach, które są tak naturalne i przyjemne w odbiorze, że w tym momencie w cień odchodzą moi trzej ulubieni producenci (Dilla, Madlib i Alchemist).

Ortega Cartel – „Lavorama

W oczy rzuca się również duża ilość gości, co może powodować oceny jak ta o płycie producenckiej. Jeżeli jednak dorzucimy freestyle’e oraz skity, widzimy wtedy, że każdy z wymienionych elementów dodaje eklektyzmu Ortedze – „i nie ma chuja we wsi” jak w pewnym znanym filmie mówił pewien znany aktor. Jest tu więcej Ortegi, bo we znaki daje się mniej skitów, czy może właśnie przez to jest mniej typowego stylu patr00 i Pitera Pitsa? Chyba to pierwsze. Jak każdy słuchacz, tak i ja z każdym nowym utworem, mixtapem czy albumem długogrającym oczekuję od artysty świeżości. Być może się mylę, jednak na „Nic się nie dzieje” skity były bardziej doskwierające, a po kilku przesłuchaniach męczące i czerstwe. Oczywiście w trackliście „Lavoramy” nie zniknęły całkowicie, przybrały odrobinę inną postać, nadając zupełnie odmienny klimat albumowi.

Kadr z klipu „To historia”.

Album to nie tylko płyta, ale również oprawa graficzna. Ta w porównaniu do poprzedniej jest przeciwieństwem. Kolorystyka czerwieni vs. zieleń; zwykły digipack vs. digipack + 20 stron wkładki stworzonej przy pomocy 77cuts to chyba najważniejsze pozamuzyczne elementy „Lavoramy” stawiające ją jeszcze raz przed swoją poprzedniczką. I tak bez końca…

Luz i życie wolne od zmartwień, to efekty słuchania tego materiału. Jedyny polskojęzyczny rap, który nie męczy słuchu, ot co! A do tego jeszcze z emigracji. Arcy potężne wskazanie ścieżki młodym (i tym mniej młodym) MC na swoją twórczość. Jak powiedział Pjus z 2cztery7 – „chcesz być kimś, to bądź sobą, wierz mi”.

Jeżeli nie mieliście okazji sprawdzić, wpadajcie do sklepu Asfalt Records, który oferuje nam już drugi nakład płyty.

11 Comments

  1. Tasman

    ja nie podzielam zdania większości. nie wiem co widzicie w tej płycie. owszem jest dobra, ale nie rewelacyjna. jest dużo lepszych

    Polubienie

  2. Tasman

    z tegorocznych to WFD. a starsze to Dinal, Cisza i Spokój, druga płyta Łony, the Jonesz, ostatni Eldoka. Mam dalej wymieniać?

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.