John Debney – The Passion of The Christ (Soundtrack).

Gdyby nie Jan A.P. Kaczmarek, zapewne to John Debney zgarnąłby Oscara za najlepszą oryginalną ścieżkę dźwiękową w 2005 roku. A tak, to Polak został wytypowany na laureata za muzykę do filmu „Marzyciel” i dla Debney’a skończyło się jedynie na nominacji. Brak prestiżowej nagrody nie znaczy wcale, że kompozycje Amerykanina, jakie powstały do filmu „Pasja”, są gorsze. Nic z tych rzeczy!

Pamiętacie takie filmy jak „Koszmar minionego lata”, „Kłamca, kłamca” lub „Sin City: Miasto Grzechu”? Pewnie, że tak. Każdy z nas, oglądał je przynajmniej raz. A pamiętacie muzykę, jaka im towarzyszyła? O, tu już widzę grymas małego zastanowienia na Waszych twarzach. Jednak nic nie szkodzi. Pan Debney zapewne się nie obrazi, bowiem o ile wyżej wymienione filmy ciekawiły widza samą akcją, tak „Pasja” w reżyserii Mela Gibsona była łatwa do przewidzenia. Dlaczego? Większość z nas zna mniej więcej historię pewnego człowieka, który to ponad dwa tysiące lat temu, ogłosił się Mesjaszem.

Nie chciałbym być tutaj źle zrozumiany. Ścieżka dźwiękowa zrobiła na mnie po prostu większe wrażenie niż sam dokument. Dla wielu film jest już sam w sobie przejmujący. Jak dla mnie bez muzyki, byłby sekwencją łatwych do przewidzenia, następujących po sobie scen. Dzięki kompozycjom Johna Debney’a każda sekunda nabiera głębi i jeszcze większej podniosłości.

„Passion Of The Christ Soundtrack”

Na płycie znajdziemy piętnaście utworów, które są jakby muzyczną ilustracją ostatnich dwunastu godzin Jezusa. Debney zadbał, by klimat filmu został oddany w jak najlepszy sposób. Wszystko dzięki mieszance, jaką stanowią elementy charakterystycznej dla obszaru Bliskiego Wschodu muzyki, klasycznych chórów oraz symfonicznej orkiestry pod batutą Nicka Ingmana. I to w zasadzie tyle, co chciałbym napisać o tej płycie. Owszem, zawsze mogę podać tytuły poszczególnych kompozycji, które wywołały u mnie gęsią skórkę, swoje „top ileś tam”. Dzisiaj jednak nie ma to sensu. Jak posłuchacie, to rozumiecie dlaczego.

Na koniec jeszcze mała ciekawostka. Do filmu w reżyserii Gibsona ukazały się aż trzy ścieżki dźwiękowe. Wszystkie z nich mają taki sam tytuł – „The Passion of The Christ”. Ta, przedstawiana Wam teraz, zawiera oryginalne melodie, jakie towarzyszą nam podczas oglądania. Dwie kolejne, to jedynie płyty z muzyką inspirowaną tym, co w filmie zobaczymy. Na składankach tych usłyszeć możemy m.in. Lauryn Hill, Elvisa Presley’a, Leonarda Cohena i grupę P.O.D. Jednak to kompozycje autorstwa Johna Debney’a posiadają to coś, co powoduje, że muzyki chce się słuchać niezależnie od tego, czy w tym samym momencie oglądamy film, czy też nie.

Nie składam Wam życzeń na Wielkanoc – polecam tylko ten soundtrack.

5 Comments

  1. tytuz

    wiedziałem że będziesz wrzucał recenzje Pasji na strone, ale że ją tak zjebiesz to sie zdziwiłem. w prywatnej rozmowie mowiłeś o wiele więcej i ciekawiej niż to co napisałeś tu. dlaczego?

    Polubienie

  2. Mateusz "Axun" Kołodziej

    Owszem, zawsze mogę podać tytuły poszczególnych kompozycji, które wywołały u mnie gęsią skórkę, swoje “top ileś tam”. Dzisiaj jednak nie ma to sensu. Jak posłuchacie, to rozumiecie dlaczego.

    tytuz, ten fragment recenzji to odpowiedź na Twoje pytanie.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.