Cinq G – Fogga Ragga.

Wydany ostatnio album chłopaków z Panamy „Fogga Ragga” jest swojego rodzaju hołdem w stronę Mieczysława Fogga. Czy jest ktoś, kto nie zna tego śpiewaka i jego „Ostatniej niedzieli”? Znają go różne pokolenia, nawet ja – należący do jednego z najmłodszych. Masta Pita, Duże Pe i Radikal Ire twierdzą, że ów artysta ma wciąż aktualne teksty, a sam Fogg mógłby być naszym wieszczem. Ubrali więc jego słowa, nieco przerobione przez grupę na rzecz lekkiego unowocześnienia, we własne riddimy i wydali na świat swe dzieło.

Jak im to wyszło? Cóż… Na początku raczej mi nie przypadło do gustu, głównie dlatego, że to nie jest Cinq G jakie poznałem przy ich debiucie. Riddimy sprawiły wrażenie nieco grzeczniejszych, za to flow pozostało na tym samym poziomie, który jest bardzo wysoki. Rozumiem, że to są teksty Fogga, ale mimo to jakoś nie pasuje do zespołu, który w debiucie mówił: nie obchodzi mnie co mówią ci / którzy nie potrafią grać jak my / mogą wieszać na nas psy / a my robimy swoje. Tutaj nie ma bragga, tutaj nie uświadczycie punchline’ów (a co! Nie tylko w rapie owe występują, w ragga też można się ich doszukać). Dlatego od razu zacznę – jeśli nie znasz Cinq G, lepiej zacząć od ich pierwszego krążka „P.I.Ę.Ć. G.I.E.”, bo tam pokazują tak naprawdę, jacy są. Zaczynając od „Fogga Ragga” można się nieco zrazić do nich.

Najlepszym kawałkiem jest zdecydowanie „Soca Andrusowska” (choć w twórczości Mieczysława Fogga znacie go jako „Tango Andrusowskie”). Genialny, tłusty riddim, świetny głos i flow Misty, ale refren… Cóż, tego się nie spodziewałem. Nie zmienia to jednak faktu, że kawałek jest najbardziej taneczny ze wszystkich. Świetne są jeszcze „Tulipany”, „Odpukaj pan” i „Na uliczce mojej”. Pozostałe są jedynie średnie.

Muszą się po prostu zdecydować, czy chcą, żeby do ich albumu przysiąść i zastanowić się nad słowami, jak to może się stać przy „Pieśni o matce”, czy chcą, żeby dać się porwać tańcu. To zdecydowanie sprawiło, że nie wiem, gdzie zakwalifikować ten album. Najgorszym kawałkiem jest zdecydowanie „Ostatnia niedziela” – pierwowzór, pomimo wielu uważam za lepszy.

Ogólne ważenia na koniec są pozytywne. Mimo niespójności albumu, zachęcam do zakupu, bo warto. Niewiele jest na polskiej jak i światowej scenie ragga/dancehall soundsystemów jakim jest Cinq G z ich charakterystycznym stylem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.