Jimi Hendrix – Sex, guitar & legend.

Myślisz, że 2Pac „wydał” najwięcej pośmiertnych albumów? Uważasz, że niecałe 5 lat nie wystarczy by zostać legendą? To gratuluję, ale lojalnie informuję, iż w obu przypadkach mijasz się z prawdą. Jimi Hendrix jest tego najlepszym przykładem.

Santana, Kirk Hammet czy Jimi Page – każdy ich kojarzy dzięki świetnej grze na gitarze. Ale właśnie słowo „świetny” jest tu istotne, bo jak w popularnej reklamie „robi wielką różnicę”. Hendrix był wirtuozem tego instrumentu, samoukiem nigdy nie umiejącym czytać nut (śmieszne, ale prawdziwe). A wszystko zaczęło się 27 listopada 1942 roku w Seattle (nie, nie tym Seattle; chodzi o miasto w stanie Waszyngton). Wtedy to jak się nie trudno domyślić na świat przyszedł James Marshall Hendrix. Muzykę można powiedzieć miał we krwi. Oboje rodzice bowiem mieli ku niej dryg – matka grała na fortepianie, a ojciec na saksofonie. Dodatkowym źródłem informacji o muzyce była dla przyszłej gwiazdy rock’a kolekcja płyt jaka znajdowała się w domu. W tym wypadku naturalną koleją rzeczy było dość duże zainteresowanie muzyczne Jamesa. By pomóc mu w „odnalezieniu drogi” i spełnieniu dziecięcych marzeń, na 11. urodziny rodzice sprezentowali chłopakowi gitarę akustyczną. Instrument swoją cenę miał, a jak to zwykle bywa murzyńska rodzina za dużo pieniędzy nie miała. Zdobyła je, sprzedając saksofon ojca. Duże poświęcenie, szczególnie dla kogoś, kto kocha muzykę, nieprawdaż? Ale podobno historia musiała zatoczyć koło, po tym jak w młodości ojciec Hendrix’a w identyczny sposób otrzymał swój „sprzęt”.

I teraz się pewnie zastanawiacie, w jaki sposób ten koleś nauczył się grać na gitarze, skoro nie umiał zapisywać dźwięków za pomocą nut? Pełna improwizacja, doskonały słuch oraz podpatrywanie innych muzyków, które to kończyło się próbą odtworzenia zagranych przez nich taktów. To były sposoby nauki młodego Hendrix’a. A jako ciekawostkę w tym miejscu mogę podać, iż chłopak był leworęczny, a więc wyglądał trochę inaczej niż inni gitarzyści. W wieku 17 lat jednak odezwał się w nim patriotyzm i postanowił zaciągnąć się do wojska. Przygoda z koszarami trwała 3 lata. Kto wie, czy pisałbym teraz o Hendrix’ie, gdyby nie fatalny upadek podczas skoku spadochronowego. Właśnie to zdecydowało o zwolnieniu z armii i powrocie do muzyki. Aby się utrzymać, Hendrix jeździł od miasta do miasta, grał koncerty w klubach, czasem gościnnie udzielał się w innych zespołach. Jak to w Ameryce bywa, musiał dotrzeć do Nowego Jorku – a stamtąd już tylko krok do sławy. I tak też się stało. Właśnie tam zyskał reputację dobrego muzyka sesyjnego, a w lecie 1965 roku towarzyszył już w trasie koncertowej Isley Brothers i Little Richardo’owi (o nim mogliście przeczytać w #3 magazynu). W 1966 roku Hendrix i założony przez niego zespół został zauważony przez ex-basistę The Animals – „Chesa” Chandler’a. Zainteresowanie osobą naszego bohatera przerodziło się w plany muzyczne, które doprowadziły do wyjazdy the Jimi Hendrix Experience (pełna nazwa kapeli) do Anglii. Charyzma artysty, jego sceniczne popisy wielokrotne wieńczone rozbiciem gitary kończącym koncert – to doprowadzało europejską publikę do szaleństwa. Była to dla nich nowość, nie ma się więc czemu dziwić, że sukces był gwarantowany. Rok po sukcesie na Starym Kontynencie, zespół zadebiutował w rodzimym kraju (zadebiutował w sensie odbioru przez widza masowego). Miejscem muzycznego powitania rodaków stał się festiwal Montery Pop. Wtedy to po rap pierwszy Hendrix zakończył koncert podpalając swoją gitarę. Warto do tego okresu dodać, iż będąc w Europie The Jimi Hendrix Experience nagrał debiutancki album – bardzo popularny na obu brzegach Atlantyku. Później kapela wydała jeszcze dwa krążki (oba w 1968 roku), ale było to początkiem jej końca. Z zespołem postanowił pożegnać się Chandler. Oficjalny rozpad nastąpił dopiero w rok po tym zdarzeniu.

Jednak popularność gitarzysty była tak duża, że nie było problemu ze znalezieniem chętnych do gry w nowej grupie. Gypsys, Suns and Rainbows (nowy projekt sceniczny Hendrix’a) zyskał rozgłos na festiwalu Woodstock ’69 po tym, jak ich lider wykonał publicznie kontrowersyjną wersję hymnu Stanów Zjednoczonych. Nie wiem, czy to było powodem rozwiązania, ale opinia publiczna podjudzana przeciwnikami artysty szalała. Nie chcąc wprowadzać dużego zamieszania kolejną zmianą nazwy, Hendrix powołał do życia grupę The Band of Gypsys, która to miała być kontynuacją poprzedniczki. Ich debiut przypadł na sylwestrowy koncert w Nowym Jorku 1969/70. Tak zaczął się ostatni rok życia artysty.

Jimi Hendrix zmarł 12 dni po ostatnim koncercie – 18 września 1970 roku w Londynie. Ciało spoczęło 1 października tego samego roku w rodzinnym Seattle. Co było powodem śmierci? Oficjalnie – uduszenie własnymi wymiocinami, spowodowanymi nadużyciem środków nasennych. Ale inne źródła podają wersję o twardych narkotykach. Tę kwestę jednak zostawiam już Wam do wyboru.

A teraz nawiążę do początku tekstu. Po odejściu artysty na „drugą stronę” do tej pory wydano ponad 100 pośmiertnych albumów – od zbiorów typu ‚The best of…’ po „First Ray of New Rusing Sun”, a więc płytę, nad którą prace przerwała śmierć. Hendrix w prawie dwa tysiące dni osiągnął to, czego inny gitarzysta nie będzie w stanie nigdy – zdobył sławę, połączył brzmienie rock’n’rolla z odrębnymi gatunkami oraz zyskał status legendy.

RapStrefa #4 (październik 2006)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.