Drugi weekend festiwalu Był Sobie Blues rozpoczął koncert duetu Ida Zalewska i Kuba Płużek.
Ida Zalewska i Kuba Płużek w Piwnicach TCK
Oboje młodzi i piekielnie utalentowani. Ida Zalewska i Kuba Płużek swoim piątkowym koncertem w Piwnicach Tarnowskiego Centrum Kultury udowodnili, że jazzowej stylistyce niedaleko do bluesowego grania. Zresztą dla wokalistki i pianisty, granice pomiędzy gatunkami zdają się być tylko kwestią umowną. Chociaż kojarzeni są ze sceną jazzową, ich muzyczne drogi w przeszłości zahaczały o różne terytoria. Zalewska, jako głos akustycznego tria Terraplane, wystąpiła przecież na wielu typowo bluesowych imprezach – w tym trzykrotnie na festiwalu Rawa Blues, dwa razy na jego głównej scenie. W muzycznym CV Płużka widnieje natomiast gra na płycie Ireneusza Dudka, twórcy katowickiego święta bluesa. Jeśli dodać to tego chociażby członkostwo w zespołach, których repertuar związany jest z rapem (Gadabit, Eskaubei & Tomek Nowak Quartet), jasnym staje się, że muzyka jest dla nich obszarem eksplorowanym wzdłuż i wszerz.
Na początku tego roku nakładem słowackiego wydawnictwa Hevhetia ukazała się druga płyta Idy Zalewskiej. Album „Storytelling” nagrany został wprawdzie w pięcioosobowym składzie, ale w ramach jego promocji wokalista często koncertuje tylko w towarzystwie pianisty. Kuba Płużek to zresztą jedyny muzyk, jaki kontynuuje współpracę z artystką od czasów wydania w 2012 roku jej debiutanckiego materiału z coverami Billie Holiday. Wspominam o tym, ponieważ podczas piątkowego koncertu zaprezentowane zostały również standardy znajdujące się na przywołanej płycie. Wielokrotne wspólne występy zaprocentowały świetnym rozumieniem się nawzajem. Koncert w Tarnowie był książkowym przykładem na to, jak powinni współpracować wokalistka z pianistą. Pozostawianie odpowiedniej przestrzeni dla Zalewskiej, wycofywanie się na czas solówek Płużka, trzymanie rytmu i tempa bez wsparcia sekcji rytmicznej – tego nie można było nie zauważyć. Komfortu gry dodawał zapewne fakt, że „Storytelling” to w dużej mierze efekt pracy tych właśnie artystów.
Być może zabrzmi to jak tani komplement, ale ten koncert był autentycznie piękny. Budowana z każdym utworem atmosfera gęstniała z minuty na minutę. Piosenki, ich dobór i prezentacja – bez względu na autorstwo – pomyślane została tak, aby zbalansować wokal i brzmienie instrumentu. Charakterystyczny, w niektórych partiach nieco chropowaty głos Zalewskiej hipnotyzował, a balladowy ton utworów – głównie smutnych, poruszających tematykę rozstania i nieszczęśliwego finału miłości do mężczyzny – wprowadzał w muzyczny świat artystki. Kto wie, być może byliśmy świadkami jednego z lepszych koncertów w Tarnowie, jakie zaplanowane na 2016 rok? (MAK)





Dodaj komentarz