Amerykański swing w brawurowym wykonaniu wybitnego polskiego jazzmana Stanisława Soyki i Roger Berg Big Band. Artyści w materiale zrealizowanym podczas sesji nagraniowych w Malmö oraz Warszawie odświeżyli standardy między innymi Duke’a Ellingtona czy Raya Charlesa.
Roger Berg (z lewej) i Stanisław Soyka (foto: materiały prasowe)
„Swing Revisited” to album Stanisława Soyki, wybitnego polskiego wokalisty jazzowego, oraz Roger Berg Big Band, szwedzko-duńskiej orkiestry big bandowej. Współpraca muzyków rozpoczęła się od spontanicznego jam session w trakcie warszawskiego koncertu big bandu. – Po prostu wymiękłem, z jaką „czułością” grali tę muzykę – wspomina Stanisław Soyka, dodając – Oczywiście nie wytrzymałem i wskoczyłem na chyba trzy numery. Było po prostu wspaniale.
Album, który powstał z tego wyjątkowego połączenia energii, jest powrotem do złotych lat swingu. Zrealizowany w studiach nagraniowych w Szwecji i w Polsce nie jest jednak kolejną propozycją siłowego unowocześniania klasyki amerykańskiej piosenki lat 40. „Swing Revisited” nagrany został według najlepszych, „starozakonnych” wzorów i z poszanowaniem tradycji swingowych tak, by oddać kunszt twórców tamtych czasów, bo jak podkreślają artyści, nie da się ulepszyć muzyki Duke’a Ellingtona, trzeba ją po swojemu przeżyć.
– Ta muzyka już z górą czterdziestu lat nie istnieje ani w eterze, ani tym bardziej w klubach tanecznych czy na scenach koncertowych. Kultura big bandu ewoluowała. Pojawiły się orkiestry: Thada Jonesa/Mela Lewisa, Gila Evensa, Carli Bley i inne, które wniosły tak wiele do światowej muzyki i… oddaliły w cień dokonania twórców z pierwszej połowy dwudziestego wieku, ale kiedy zaprezentowałem nasze nagrania młodym ludziom, którzy nigdy przedtem nie zetknęli się z tą muzyką, na ich twarzach pojawił się uśmiech, a także coś w rodzaju zaskoczenia – mówi muzyk. – Wychodzi na to, że ta muzyka wciąż wprowadza słuchacza w dobry nastrój.
Na płycie znajdziemy w sumie czternaście utworów, między innymi autorstwa wspomnianych już wcześniej Raya Charlesa i Duke’a Ellingotona, a także Billy’ego Strayhorna, Barta Howarda i Richarda Rodgersa. Pozycja obowiązkowa dla każdego szanującego się melomana. (MAK/materiały prasowe)





Dodaj komentarz