W 258. odsłonie cyklu Krótka piłka prezentuję kilka zdań na temat trzech płyt: Juvenate „EP”, Popsysze „Popsute” i Assal „Ciało i duch”.
Juvenate „EP”
(2014; Mysia Nora)
Krakowskie trio Juvenate poznałem w roku ubiegłym. Brzmieniowo Małopolanie poruszają się w klimacie elektronicznego popu, który sami wolą jednak określać jako tzw. art pop. Zwał, jak zwał. Szufladki i nazwy gatunkowe potrzebne są w Empikach, których zresztą za moment może już nie być. Ja wolę dzielić muzykę na dobrą i złą. Gdzie umieściłbym tę tworzoną przez Juvenate? Gdzieś pośrodku. Melodie prezentowane przez krakowian, jak na pop przystało, dość szybko zostają zapamiętane przez potencjalnego słuchacza. Prostota brzmienia łączy się tutaj z łatwością jego przyswojenia, ale nie oznacza to, że piosenki zawarte na „EP” są miałki. Pozytywów jest bowiem kilka, a te największe to przede wszystkim gitarowe wstawki i fragmenty z klawiszami w tle (mój faworyt „Impersonal Dream”). Solidnym zarzutem w stosunku do płyty jest jej jednowymiarowość. Nie oczekiwałem, że każda kompozycja będzie utrzymana w innej stylistyce, ale chociaż niewielka zmiana klimatu byłaby mile widziana. Cztery kawałki Juvenate pokazują jednak, że zespół z Grodu Kraka to jedna z tych młodych polskich grup, na które warto zwrócić uwagę już teraz.

Popsysze „Popsute”
(2015; Nasiono Records)
Od wydania poprzedniej płyty, gdańskie Popsysze zrobiły to, na co liczyłem – poczyniły progres. Fakt ten cieszy niezmiernie, bo debiutancki materiał „Popstory” (2012) miał kilka niedociągnięć, które koniec końców przeważyły i sprawiły, że po płytę już nie sięgnąłem. W stosunku do nowego materiału mam zgoła odmienne zdanie. „Nie nadążam” i „Rita” pokazują rockowe, ostrzejsze oblicze zespołu, a „Sukienka” w ciekawy sposób odwołuje się do punkowych korzeni. W porównaniu do poprzedniego krążka, trójmiejski zespół prezentuje bardziej rockowy zestaw piosenek, chociaż zdarzają się oczywiście wolniejsze fragmenty, jak chociażby „Come On” (spokojny, okraszony trąbką, lekko jazzowy kawałek) czy „Honeymoon”. Co ciekawe, oba wymienione to jedyne anglojęzyczne numery na płycie. Reszta z trzynastu piosenek zawiera teksty napisane w rodzimym języku, co stanowi woltę w stosunku do debiutu.

Assal „Ciało i duch”
(2015; Lynx Music)
„Ciało i Duch” jest kolejną odsłoną twórczości Adama Łassy znanego chociażby z projektu Abraxas. Zatem wszyscy ci, którzy kojarzą poprzednie dokonania wokalisty, także teraz mogą spodziewać się płyty na dobrym poziomie. A ten trzymają przede wszystkim teksty: wciągające i zmuszające do myślenia, przez co płyta z automatu nie staje się jedną z tych, których możemy słuchać jako „tło życia codziennego”. Tutaj liryka wymaga skupienia – pełnego, od początku do końca krążka. Assal to jednak projekt nieco inny od tych, które do tej pory reprezentował Łassa. „Ciało i duch” to bowiem płyta w stu procentach jego. Napisana, skomponowana i wyprodukowana od A do Z przez autora. I niestety jest to słyszalne. Niestety, ponieważ cały materiał w kwestii muzyki okazuje się bardzo monotonny. Kolejne piosenki sprawiają wrażenie nakładających się na siebie brzmieniowych wzorów, które tylko w kilku miejscach zostają rozwinięte, aby czymś się tam różnić od poprzedniczki. Finalnie zniechęca to do sięgnięcia po „Ciało i ducha” raz jeszcze. Tylko tych tekstów trochę szkoda… (MAK)






Dodaj komentarz