Mose Allison, jeden z najlepszych amerykańskich muzyków i autorów piosenek, wreszcie (!) doczekał się obecności w cyklu Gold Song.
Mose Allison (foto: materiały prasowe)
Historia Allisona jest prosta, rzec by nawet można standardowa, jak na amerykańskiego obywatela urodzonego w końcówce lat 20. ubiegłego wieku. Przyszedł na świat w stanie Mississippi w domu swojego dziadka, gdzie pomagał jak tylko mógł, np. zbierając bawełnę. Typowa amerykańska wiejska posiadłość tamtych czasów należąca do białej rodziny – widzieliście to już zapewne wiele razy w filmach. Niemal zawsze znajdowało się tam jakieś stare pianino. Nie inaczej było i w tym przypadku. Mose w wieku pięciu lat zainteresował się tym instrumentem (czy z woli własnej, czy też opiekunów – tego już nie dociekajmy) i zaczął brać lekcje gry. Aktywność muzyczna z domu przeniosła się do szkoły, gdzie przyszła gwiazda amerykańskiego jazzu uczyła się jak poprawnie uderzać w czarno-białe klawisze. Na dalszym szczeblu edukacji przyszedł czas na próby z trąbką (która koniec końców i tak musiała ustąpić miejsca klawiszom) i pierwszą własną kompozycję. Mose miał wówczas trzynaście lat.
Istotną datą w biografii Allisona jest rok 1956, kiedy to, jako niespełna trzydziestolatek, muzyk podjął decyzję o przeprowadzce do Nowego Jorku. Amerykańska stolica sztuki, jak często nazywana jest ta metropolia, okazała się przychylna również dla Mose’a. Na początku swojego pobytu w mieście, pianista grywał często z takimi tuzami jazzu jak: Stan Getz, Gerry Mulligan czy Phil Woods. Już rok po przyjeździe Allison zdecydował się postawić na własne nazwisko i nagrać debiutancki album. Młodym muzykiem zainteresowała się wytwórnia Prestige, która uruchamiając swoje znajomości umieściła pianistę w Van Gelder Studio w stanie New Jersey, gdzie Mose w marcu 1957 roku zarejestrował materiał na płytę. Krążek „Back Country Suite”, będący mieszanką jazzu i bluesa, powstał pod czujnym okiem i uchem Boba Weinstocka – nieżyjącego już producenta, który miał okazję współpracować m.in. z Johnem Coltranem, Milesem Davisem, Annie Ross czy wspomnianym już wcześniej Stanem Getzem.
Dlaczego do dzisiejszego odcinka cyklu Gold Song wybrałem piosenkę „Foolkiller”? Utwór ten pochodzi z wydanej w 1964 roku płyty „The Word from Mose”, a lata 60. i początek 70. to moim zdaniem najlepszy okres w karierze Allisona. Najlepsze kompozycje, ciekawe teksty, chwytliwe melodie, przemyślane frazy. Odnoszę wrażenie, że później gdzieś to wszystko zostało zagubione (z małymi wyjątkami i przerwami w postaci „Ever Since the World Ended” i „Middle Class White Boy”). Co ciekawe, ta muzyczna iskra powróciła na ostatniej płycie Amerykanina, „The Way of the World”, która ukazała się w 2010 roku. (MAK)





Dodaj komentarz