Vienio i Kecaj. Teoretycznie nie łączy ich nic: różny staż na scenie, inny poziom popularności, odmienne postrzeganie muzyki, różna liczba wydanych płyt. Obaj pałają się jednak rapem i w tym roku zaserwowali nam przemyślane płyty, które z miejsca stały się jednymi z moich ulubionych wydawnictw ostatnich tygodni.

Vienio i Kecaj nie są raperami wybitnymi. Technika, flow, płynięcie po bicie – jestem pewien, że każdy z czytających ten tekst jest w stanie wymienić kilkunastu polskich hip-hopowców lepszych w tych kwestiach. Vienio i Kecaj mają jednak w rękawie asa, którym wygrywają to rozdanie. Jest nim pomysł na płytę.

Zaczynam od rapera z bardziej znaną ksywką, ale jak zorientujesz się za chwilę drogi czytelniku, ta kolejność naprawdę nie ma znaczenia. Vienio nigdy nie był wzorem rapera, którego młodzi adepci sztuki rymowania mogliby naśladować. Owszem, charyzma to jedno, ale od czasów płyty „Skandal” Piotr Więcławski poczynił najmniejszy progres z całej Molesty. Włodi z krążka na krążek osiągał coraz lepszą formę, Pelson solowo udzielał się mało, ale jeśli już to robił, jego płyty u sporej części słuchaczy zbierały pochlebne opinie. Vienio braki nadrabiał pomysłami, jak chociażby w przypadku kolaboracji z rockowym zespołem Way Side Crew (na marginesie: do tej pory chyba najlepsza płyta w dorobku artysty).

Warszawski raper kontynuuje poniekąd coś, co zaczął bardzo dawno temu. W nieistniejącym już magazynie „Ślizg” Vienio dał się poznać z jednej strony jako słaby felietonista (jak na osobę operującą słowem, jego teksty były na naprawdę niskim poziomie); z drugiej – czytelnicy mogli być pewni, że jako dziennikarz przeprowadzający wywiady z muzykami w rubryce „Profilu pokoleń” zaprezentuje zapis ciekawej rozmowy i sprawi, że gwiazdy rocka, reggae, ska i punk rocka z lat 70. i 80. staną się bliższe młodemu słuchaczowi. Po dekadzie Vienio wraca do tego pomysłu, tym razem jednak słowo pisane zamieniając na muzykę. Czerpiąc z dorobku takich wykonawców, jak Republika, Kapitan Nemo, Lech Janerka, Apteka czy Sztywny Pal Azji, raper oddaje nam płytę, która udowadnia, że przesłanie numerów sprzed dwudziestu, trzydziestu lat jest wciąż aktualne. Przyznam, trochę to smutne, że polska młodzież dalej wykańcza się sama, a diabłom wystarczy zmienić tylko rocznik i wszystko można zaadoptować do współczesnych czasów. Każde pokolenie ma własny czas, jak śpiewał Grzegorz Skawiński, ale pewne prawdy pozostają – niestety – niezmienne. „Profil pokoleń” udowadnia do najlepiej.

Kecaj postawił na nazwiska, opierając swój album na pomyśle, po który sięgnął jakiś czas temu przy tworzeniu bootlegu-fundamentu pod tegoroczną płytę. Jest zatem na „Lidze…” dziesięć postaci – tytułowych dżentelmenów, jakie kojarzyć możemy (kojarzyć powinniśmy?) z filmów, książek lub życia codziennego, których historie zostały później i tak opisane oraz zekranizowane. Jest i dziesięć historii, dla których inspiracją były owe, stanowiące tytuły kolejnych utworów osoby. W tym wszystkim samego siebie szuka sam gospodarz. Raz, jak Forrest Gump jest naiwny; innym razem, niczym bohater książki Kurta Vonneguta, Billy Pilgrim, wie, że przeszłość i przyszłość nie zależą od niego; przychodzi w końcu także czas, by zmierzyć się z życiem jak Adaś Miauczyński. Kecaj nie mówi jednak wprost „to i to mnie boli”. Jest tym typem rapera, który nie odsłania wszystkiego do końca, zostawiając odbiorcy pole do popisu. Otwarta formuła każdego kawałka, jak i całej płyty sprawia, że słuchacz za każdym niemal razem odkrywa coś nowego, mając przysłowiową frajdę z wyłapywania drugiego dna ukrytego w tekstach. Czasami też do pełnego zrozumienia utworu potrzebna jest znajomość pierwowzoru, do którego odwołuje się autor krążka*.

Muzycznie „Liga…” okazuje się płytą ciekawą. Cyga, Goldi i Raph (z Palmer Eldritch) wypadli w tej kwestii najlepiej, chociaż obok bitu autorstwa Lucasa przejść obojętnie także nie sposób. Trochę zawodzi remiks „Davida Helfgotta”, czyli utworu promującego cały materiał, wyłoniony w wyniku konkursu (skoro wygrał Szpalowsky, to aż strach pomyśleć, jaki poziom prezentowały inne nadesłane propozycje). Płyta zdecydowanie dla każdego, bo kto z nas nie miewa dni, kiedy czuje się jak Leon Zawodowiec, Forrest Gump lub Adam Miauczyński?

Nagrywać rap o tym, że posiada się przekaz – to już za mało. Słuchacz dorasta (a przynajmniej powinien) i szuka czegoś więcej. Kecaj i Vienio wyszli temu naprzeciw. Mam jednak nadzieję, że żaden z nich nie osiądzie na laurach i na siłę nie będzie próbował kontynuować przedstawionej teraz idei na kolejnej płycie. Dla Kecaja do już drugi (uwzględniając wspomniany wcześniej bootleg) tego typu krążek. Vienio opatrzył tytuł adnotacją vol. 1, co sugeruje ciąg dalszy. Panowie pamiętajcie jednak, że co za dużo, to niezdrowo. (Mateusz „Axun” Kołodziej)

* Sam musiałem przeczytać jedną książkę.

Vienio „Profil pokoleń vol. 1”
(2013; Step Records)

Kecaj „Liga Niezwykłych Dżentelmenów”
(2013; Skwer)

6 responses to “Krótka piłka #196: Raperzy z pomysłem na płytę”

  1. Dobrze się czyta, Vienia nie słyszałem, z częścią o Kecaju się zgadzam. Z uwag, jeśli można. 1. Zbędne wytłuszczenia, za dużo ich. 2. Jak rozumieć „otwarta formuła każdego kawałka jak i całej płyty”? Czym jest wobec tego „zamknięta formuła”? 3. Nie sądzę, by nawet przy dobrej znajomości wszystkich filmów/książek można było w przypadku tego rapera mówić o „pełnym zrozumieniu utworu”. Skąd pewność, że rozumiesz je w pełni? 4. To nie jest płyta dla każdego. 5. Jak brzmi to przysłowie o frajdzie?

    Polubienie

  2. Zabierałem się jakiś czas temu za „Ligę Niezwykłych Dżentelmenów” Kecaja, ale zakończyłem odsłuchiwanie na bodajże drugim utworze. W każdym razie bardzo szybko. Trudno powiedzieć, czemu poddałem się tak szybko, bo gniot to raczej nie był. Może trzeba będzie wrócić do tej płyty.

    A abstrahując od Twojej opinii na temat obu płyt – pod dwoma pierwszymi zdaniami ostatniego akapitu mógłbym się podpisać.

    Polubienie

  3. @keb: Wychodzę z założenia, że pisząc o muzyce, filmie, książce, sztuce teatralnej itp. rzeczach nie można być obiektywnym. Wszyscy mówiący o obiektywizmie w recenzowaniu są – przynajmniej dla mnie – mało wiarygodni. Każdy z nas ma jakieś tam doświadczenia na koncie, które kształtują odbiór i postrzeganie świata – w tym także muzyki, filmu itd. Przez to płytę XYZ odbieram inaczej niż sąsiadka z czwartego piętra. Ta recenzja również jest subiektywna – stąd MOJA opinia o tym, że rozumiem utwory lepiej po zapoznaniu się z książką czy filmem (w odpowiedzi na pytanie 3.); stąd MOJE odczucie, że są one otwarte (w odpowiedzi na pytanie 2.); to nie jest płyta dla każdego, ponieważ nie ma płyt dla każdego (w odpowiedzi na punkt 4.); przysłowia o frajdzie nie ma, tutaj faktycznie mogłem zdanie sformułować inaczej (w odpowiedzi na punkt 5.); wybacz, ale na swoim blogu mogę wytłuszczać ile chcę, tak samo Ty na swoim możesz nie używać bolda wcale i także nic mi do tego (w odpowiedzi na punkt 1.).

    Poza tym dzięki za uwagi, zawsze można – a nawet trzeba.

    Polubienie

  4. A gdzie ja napisałem, że recenzent musi być obiektywny, że nie może być subiektywny, że ma mieć takie samo zdanie jak jego sąsiadka? Nie widzę związku. Pomijając ten przydługawy wstęp, to, co napisałeś, brzmi tak: ‚moja opinia jest taka, że rozumiem utwory Kecaja w pełni’. A ja pytam, skąd taka opinia, czy raczej przekonanie albo pewność? Co pozwala Ci sądzić, że zrozumiałeś je w pełni? Czy w przypadku tego typu tekstów faktycznie można mówić o pełnym ich zrozumieniu? Celowo trzymam się tego, co napisałeś w recenzji. Tutaj już piszesz „rozumiem utwory lepiej” – co też dużo lepiej brzmi, bo chyba zgodzisz się, że ‚rozumieć lepiej’ i ‚rozumieć w pełni’ to trochę co innego? Idąc dalej, rozumiem TWOJE odczucie, że utwory są otwarte, zapytałem tylko, co się pod tym stwierdzeniem kryje, czym są ‚utwory otwarte’ vs ‚utwory zamknięte’? Liczyłem na rozwinięcie myśli, nie na obronę tego, że to TWOJE zdanie (to też zresztą bardziej stwierdzenie faktu niż zdanie). W odpowiedzi na punkt 4 – nie rozumiem już nic. W recenzji jest ‚dla każdego’, tutaj – ‚nie dla każdego’. Więc nie ma płyt dla każdego, chociaż ta jest dla każdego? :) Co do 5, oczywiście, że możesz robić i pisać co chcesz i jak chcesz, tak jak ja mogę i ktokolwiek inny, kto tylko zechce. Nikt nie kwestionuje TWOJEGO prawa. Skomentowałem to tylko z perspektywy czytelnika, który uznał pogrubienia za niepotrzebne i występujące w nadmiarze. Jeśli się nie zgadzasz albo nie życzysz sobie takich uwag, rozumiem, Twoje prawo. Dlatego zapytałem, czy można. :)

    Polubienie

  5. Właśnie dlatego, że recenzje są subiektywne, także i ta taka jest – subiektywnie uważam, że rozumiem numery Kecaja i może dlatego mi się podobają. Sąsiadka z czwartego może ich nie rozumieć i podobać się jej nie muszą.

    Polubienie

  6. A w zdaniu „to nie jest płyta dla każdego, ponieważ nie ma płyt dla każdego (w odpowiedzi na punkt 4.)” nie uwzględniłem pytajnika. Powinno być tak:
    „to nie jest płyta dla każdego, ponieważ nie ma płyt dla każdego (w odpowiedzi na punkt 4.)?”. Pozdrawiam.

    Polubienie

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

Autor

moje życie w obrazkach

ostatnio popularne