W 187. odcinku Krótkiej piłki na celownik wziąłem dwie tegoroczne płyty: Bonobo „The North Borders” oraz Shout Out Louds „Optica”. Czy warto sięgnąć po oba wydawnictwa? Przekonajcie się sami.

Bonobo „The North Borders”
(2013; Ninja Tune)
Bonobo jakby trochę inny niż w ostatnich latach, ale wciąż utrzymujący dobry poziom swojego brzmienia. Czuć powrót do korzeni i pierwszych płyt (krążki „Animal Magic” oraz „Dial M For Monkey”). Nie mamy jednak do czynienia z tanim chwytem marketingowym mającym przyciągnąć na nowo starych słuchaczy i fanów. To przemyślany zwrot do muzyki tworzonej dekadę temu (downtempo i nu-jazz), przy jednoczesnym odejściu od trip-hopowy klimatów. Do tego kilka wycieczek w rejony dubstepu (chyba najmniej ciekawe fragmenty płyty) oraz soulu okraszonego miłą elektroniką. Dodatkowy plus za kolaboracje z Eryką Badu i Cornelią.

Shout Out Louds „Optica”
(2013; SME Sweden/EMI)
O Shout Out Louds wspominałem już przy okazji wpisu o ich lodowym – dosłownie lodowym! – singlu (swoją drogą, notka ta okazała się najczęściej czytanym tekstem lutego). Szwedzki indie rockowy kwintet ostatecznie oddał w nasze ręce krążek zawierający dwanaście piosenek, z których mniej więcej tylko połowę można uznać za udane. Wcześniej wspomniany „Blue Ice” oraz inny utwór promujący, na jaki wybrano „Walking in Your Footsteps”, faktycznie przewodzą. Reszta – może z wyjątkiem „Sugar”, „Illusions” (razem z „Blue Ice” tworzą naprawdę ciekawe rozpoczęcie krążka) i kończącego „Destroy” – mówiąc delikatnie powinniśmy sobie odpuścić. Jakiś przebłysk trafia się jeszcze „Chasing the Sinking Sun”, jednak nie trwa on dłużej niż niecałe cztery minuty. Teoretycznie trochę się zawiodłem, chociaż z drugiej strony sytuację tę można było przewidzieć. Zawartość wcześniejszych trzech płyt również przypominała przecież sinusoidę. (MAK)

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

Autor

moje życie w obrazkach

ostatnio popularne