W poniedziałek 8 kwietnia świat obiegła wiadomość o śmierci Margaret Thatcher – byłej premier Wielkiej Brytanii, jednej z najbardziej wpływowych osobistości na scenie politycznej ubiegłego wieku. Zmarła kilkanaście godzin temu, ale jej śmierć przez niektórych muzyków celebrowana była od dawna.
Margaret Thatcher w Abbey Road Studios; 1990 rok (foto: The Thelegraph)
Margaret Thatcher swoją poważną polityczną karierę rozpoczęła od nominacji na stanowisko ministra edukacji i nauki w rządzie Edwarda Heatha w 1970 roku. Premierem została dziewięć lat później, a funkcję tę pełniła nieprzerwanie do roku 1990. Jako polityk trafiła na niełatwy okres. Wielka Brytania zmagała się z wieloma trudnościami, m.in. wzrostem bezrobocia, strajkami, burdami na ulicach i stadionach piłkarskich, czy wojną o Falklandy. Przez jedenaście lat twardych rządów zapracowała na swój przydomek Żelaznej Damy.
Rządy Thatcher zbiegł się ze wzrostem popularności na punk rock i anarchistyczne klimaty w brytyjskiej muzyce, które swoje początki miały już w połowie lat 70. Wykonawcy ostro krytykowali zasady i reguły, jakimi w swoim postępowaniu kierowała się ówczesna premier. Kiedy porzuciła politykę fantazjowano o dniu jej śmierci. Darren Hayman z grupy Hefner w 2000 roku w jednej z piosenek przekonywał, że na śmierć Żelaznej Damy zareaguje całonocnym śpiewem i tańcem. Thatcher zmieniła zatem na zawsze nie tylko scenę polityczną, ale także muzyczną.
Bez względu na status i ilość fanów – praktycznie nieznani szerszej publice The Forlorn Hope („Gonna Laugh When Margaret Thatcher Dies”) i międzynarodowe gwiazdy pokroju Morrissey’a („Margaret on the Guillotine”) czy grupy Iron Maiden (pamiętne okładki singli „Sanctuary” i „Women in Uniform”) – Żelazna Dama była dla wielu tematem powszednim.
Thatcher stała się celem tuż po objęciu najważniejszego stanowiska w brytyjskim rządzie. Podobno The Clash chcieli, aby na okładce „The Cost of Living EP” widniała przyozdobiona swastyką podobizna Żelaznej Damy. W maju 1980 roku na płycie „I Just Can’t Stop It” grupa The Beat zamieściła utwór „Whine & Grine/Stand Down Margaret”, w którym domagano się ustąpienia pani premier ze stanowiska. Efekt? Spory rozgłos, poparcie ze strony niezadowolonych obywateli brytyjskich, którzy z miejsca stali się fanami kapeli i trzecie miejsce na UK Albums Chart.
Swoje „trzy gorsze” dołożyli także panowie z zespołu The Specials, o którym wspominałem już przy okazji cyklu Gold Song. Ich „Maggie’s Farm”, utwór będący przeróbką jednej z piosenek Boba Dylana, nie znalazł się na żadnym oficjalnym krążku. Znajdziemy go za to na stronie B singla „Do Nothing” promującego drugi w dyskografii album grupy („More Specials”, 1980).
Później poszło już z górki, a wszystkiemu pomogły relacje na linii Londyn-Buenos Aires.
„You smile in the face of the death cause you are so proud and vain
Your inhumanity stops you from realising the pain
That you inflicted, you determined, you created, you ordered
It was your decision to have those young boys slaughtered”
– śpiewał zespół Crass w antywojennym utworze „How Does It Feel to Be the Mother of a Thousand Dead?”. W tym temacie piosenki śpiewali również chociażby Robert Wyatt („Shipbuilding” napisane przez Elvisa Costello) i szkocki zespół The Exploited („Let’s Start a War (Said Maggie One Day)”). Do listy najpopularniejszych anty-thatcherowskich utworów zaliczymy również: „Between the Wars” Billy’ego Bragga, „The Day That Thatcher Dies” zespołu Hefner, „Tramp the Dirt Down” Elvis Costello, „Taking Tea With Pinochet” Christy’ego Moore’a, „Two Million Voices” zespołu Angelic Upstarts, czy ironiczne „I’m in Love with Margaret Thatcher” formacji Notsensibles.
Mało? To na koniec dodam, że polityka Thatcher w stosunku do Argentyny poróżniła nawet liderów legendarnego Pink Floyd – Rogera Watersa i Davida Gilmoura. Ponoć poszło o piosenkę „The Final Cut”.
Jeszcze dwa lata temu Pete Wylie w utworze „The Day That Margaret Thatcher Dies” śpiewał: „She’s gone! And nobody cried!”. Pete, really? Nobody?
Kontrkultura, muzyka punk rockowa (szczególnie jej tzw. druga fala przypadająca na koniec lat 70. i wyrosła z niej muzyka new wave), brytyjskie ruchy anarchistyczne – bez Thatcher i jej polityki, jako celu ataków, nie byłyby tak silne i nie miały tak dużego wpływu na ówczesne społeczeństwo. Wylie, dalej twierdzisz, że nikt nie płakałby po Żelaznej Damie? A o kim szukający rozgłosu i fanów brytyjscy muzycy lat 80. pisaliby piosenki? Na czym zarabialiby pieniądze? W końcu, gdzie byłby brytyjski punk rock bez Thatcher? (MAK)





Dodaj komentarz