Dzisiejsza Krótka piłka poświęcona została płytom, które swoją premierę miały przed 2012 rokiem. Krótkiej ocenie poddane zostały mianowicie: ubiegłoroczny krążek islandzkiej grupy Of Monsters and Men „My Head Is An Animal” oraz materiał z końca lat 90. – „Przed drugą” zespołu Bardzo Orkiestra.
Of Monsters and Men „My Head Is An Animal”
Mniej więcej miesiąc temu w cyklu Polecane płyty polecałem, a jakże!, krążek zatytułowany „My Head Is An Animal”. Przyznam się, że zrobiłem to – jak nigdy – jedynie po zapoznaniu się z kilkoma utworami go tworzącymi. Te parę piosenek wystarczyło jednak do tego, aby podjąć – bądź co bądź – ważną przecież decyzję o zachęceniu was, czytelników, do sięgnięcia po materiał rodem z Islandii (jeśli uważacie, że to coniedzielne rekomendowanie płyt to jest jakieś „ot takie sobie” wybieranie przypadkowych krążków, to jesteście w dużym błędzie). Jak na wszystko – lub prawie wszystko – co wychodzi w świat z tamtego zakątka świata, debiutancka płyta grupy czaruje pięknymi melodiami i klimatem. Energia płynąca z głośników podczas „King and Lionheart” (prywatnie mojego ulubionego utworu) i singlowego „Little Talks” poprawia humor i nastraja w bardzo pozytywny sposób. Jedyny minus, jaki nasuwa mi się w tym momencie, to brak równowagi pomiędzy piosenkami prostymi a przepełnionymi bogactwem brzmień i różnorodnych smaczków (ach ta sekcja dęta!). Szkoda, że krążek ukazał się w 2011 roku, a dopiero w ostatnim czasie trafił na szersze, europejskie rynki. Jedną z pozycji w czołówce końcoworocznego podsumowania miałbym już zaklepaną.

Wojciech Klich & Bardzo Orkiestra „Przed drugą”
Bardzo Orkiestra to twór tak stary jak ja – a nawet starszy ode mnie o rok. Grupa założona w 1986 roku – jak na prawdziwą formację blues-rockową przystało, rozumiejącą dobrze rock’n’rollowy styl życia i wynikające z niego standardy – przed ukazaniem się debiutanckiego materiału zdążyła się po kilku latach rozpaść i reaktywować. To drugie nastąpiło cztery lata przed premierą krążka zatytułowanego „Przed drugą”. Płyta wydana w 1999 roku to zbiór piosenek, które jako fan Wojtka znam doskonale. Żadna nie była dla mnie zaskoczeniem, nowością czy innym tego typu odkryciem. Wcześniej słyszałem je na koncertach i w Internecie, teraz mam je na jednym cedeku, opatrzone wspólnym tytułem, z dołączoną okładką oraz książeczką. Bluesowo-rockowe kawałki napisane przez byłego gitarzystę legendarnej polskiej grupy ZIYO (nawiasem mówiąc, jak Klich, związanej z moim rodzinnym Tarnowem) to porcja tzw. muzyki z duszą. Tekstowo „o czymś” (miłości, wierze, życiowych dolach i niedolach), brzmieniowo „z czymś” (czasami z pazurem, czasami z nutką nostalgii i lekkością). Autorskie kompozycje Klicha wzbogacone zostały o dwie interpretacje (polsko- i anglojęzyczną) utworu „Manic Depression” z repertuaru Jimiego Hendrixa, będącego swego rodzaju muzycznym patronem całego albumu (kto słyszał „Daj żyć”, „Bo to, co w głowie mam” czy „W młodej duszy kwiat”, ten doskonale wie, o co chodzi). Klich dał tą płytą już przeszło dekadę temu przykład na to, co znamy dobrze z ostatnich lat – gitarzysta i tekściarz z niego klasowy, wokalista trochę gorszy, jednak tragedii nie ma. Do posłuchania, pośpiewania i ponucenia – nie tylko przy goleniu.






Dodaj komentarz