Powiew brazylijskiej bossa novy w jesienny i chłodny wieczór – świadkiem takich wydarzeń byli ci, którzy zdecydowali się przyjść 1 października na tarnowski koncert Doroty Miśkiewicz. Piosenkarka do małopolskiego miasta zawitała po raz pierwszy w karierze – nie dziwi więc fakt, że bilety na ten muzyczny spektakl rozeszły się jak przysłowiowe świeże bułeczki, a stosunkowo małe pomieszczenie Piwnic Tarnowskiego Centrum Kultury pękało w szwach.
Dorota Miśkiewicz zaprezentowała zgromadzonej publiczności repertuar z ostatniej płyty zatytułowanej „Caminho”, uzupełniając go o wybrane piosenki pochodzące z dwóch poprzednich albumów („Dorota Miśkiewicz Goes To Heaven” i „Pod rzęsami”), swoimi wersjami jazzowych klasyków oraz – jak dla mnie – gwoździem programu, czyli muzyczną interpretacją wiersza Wisławy Szymborskiej „Przy winie” (wideo zawierające ten fragment występu, dzięki uprzejmości TCK, znajdziecie na samym dole strony). Wszystko to zgrabnie podane urzekło miejscowych słuchaczy, którzy każdy utwór nagradzali oklaskami. Zresztą owa publiczność była, jak w rezultacie miało się okazać, niezwykle ważnym elementem układanki. Szybko złapany kontakt z ludźmi pozwolił wokalistce na różne rytmiczne zabawy, melodyjne figle, a nawet dowcipną konwersację, które przełożyły się na udany, trwający około półtorej godziny koncert.
Co oczarowało nie tylko mnie, ale i liczne grono zgromadzonych osób, to fakt, iż koncertowy głos Doroty Miśkiewicz, to ten sam głos, który usłyszeć możemy na jakiejkolwiek jej płycie. Świadczy to oczywiście tylko o jednym – zarejestrowany wokal artystki nie jest w szczególny sposób obrabiany komputerowo, co w dzisiejszych czasach – nie oszukujmy się – jest raczej rzadkością.
Jednak piątkowy występ to nie tylko Dorota Miśkiewicz. To także znakomita czwórka muzyków – Tomasz Kałwak (klawisze), Marek Napiórkowski (gitary), Robert Kubiszyn (gitara basowa) i Robert Luty (perkusja) – których solowe partie przyprawiły niejednego słuchacza o muzyczny zawrót głowy. Szczególnie swoim talentem popisał się Napiórkowski, który wręcz psychodelicznym fragmentem jednego z utworów rozbijał ceglane mury Piwnic Tarnowskiego Centrum Kultury. To, jak i cały koncert, nie mogło się nie podobać i nie zostać nagrodzone gromkimi brawami. W zamian za oklaski artyści na scenie pojawili się jeszcze raz, by w ramach bisu zagrać dwa utwory – w tym „Um Pincelada”, który gwiazda wieczoru śpiewa w oryginale z żywą legendą muzyki, jaką niewątpliwie jest Cesaria Evora.
Kolejny jesienny sezon muzykowania w Tarnowie uznać należy więc za rozpoczęty. Mam nadzieję, że sama artystka, która pełniła honory i otworzyła serię jazzowych koncertów w mieście, wracała do domu przynajmniej w nastroju tak dobrym, w jakim siedzibę TCK opuszczali przybyli tego dnia na koncert widzowie. Dorota Miśkiewicz występem tym, jeśli nie zyskała nowych fanów, na pewno utwierdziła starych wielbicieli jej talentu, iż bardzo dobrze ulokowali swoje muzyczne uczucia.




Dodaj komentarz