Polecana trójka na najbliższy tydzień to: Katie Melua „The House”, Faithless „The Dance” oraz Dead Weather „Sea of Cowards”. Są to płyty, obok których nie możecie przejść obojętnie. I nie jest ważne to, czy na co dzień słuchacie techno, klasyki czy popu. Jeśli doceniacie wartościową muzykę, musicie znać te krążki – i to nie tylko z tytułu.
Katie Melua „The House”
Katie Melua wraca z nowym studyjnym albumem zatytułowanym „The House”. Znajdzie się na nim 12 premierowych piosenek. Producentem jest William Orbit, który współpracował m.in. z Madonną, Pink i U2. Orbit był tak oczarowany głosem Katie, że postanowił wrócić do produkowania muzyki. – Byłem zahipnotyzowany emocjami w jej tekstach i melodiach. To jedna z najbardziej intrygujących artystek, z którymi miałem okazję pracować – powiedział. Album promuje singiel „The Flood”. (źródło: Empik.com)
Faithless „The Dance”
Nowy krążek legendy muzyki tanecznej Faithless nosi tytuł „The Dance” i ukazuje się po wieloletnim oczekiwaniu. W nagrywaniu albumu Brytyjczyków wspomogli m.in. słynna pop wokalistka Dido, która śpiewa w dwóch utworach oraz Dougy Mandagi z grupy Temper Trap. Pierwszy singlem promującym płytę jest przebojowy „I’m Not Going Home”, który remiksowali m.in. Eryc Prydz i Armin Van Buren. Utwór nawiązuje klimatem do najwspanialszych, tanecznych dokonań grupy sprzed lat. (źródło: EMI Music Polska)
Dead Weather „Sea of Cowards”
Alternatywna supergrupa Dead Weather pojawiła się na muzycznej scenie już w zeszłym roku wydając doskonały debiutancki album, na którym połączyły się nieprzeciętne talenty członków – Alison Mosshart, Jack White, Jack Lawrence i Dean Fertita. „Horehound” był ekscytującym i elektryzującym dziełem opartym na surowych blues rockowych riffach, który dotarł do szóstego miejsca na liście Billboardu. Pomimo bardzo napiętego harmonogramu Jack White – jeden z najbardziej płodnych i utalentowanych muzyków – nie czekał nawet na zakończenie światowej trasy, tylko zebrał zespół w Third Man Studios, aby zarejestrować całkiem nowe kompozycje. W efekcie powstał album „Sea of Cowards”. Podobnie jak w przypadku poprzednika mocna i energiczna płyta wypełniona pierwotną siłą, gruchoczącymi kości rytmami i brudnym, pulsującym miejskim bluesem. (źródło: Empik.com)




Dodaj komentarz