Prawdziwa muzyczna osobowość, mistrz gramofonu, jeden z najoryginalniejszych twórców instrumentalnego hip-hopu – Dj Krush – wystąpi już w kwietniu na scenie białostockiego klubu FAMA. Będzie to jedyny w Polsce koncert w ramach tegorocznej europejskiej trasy tego muzyka.
Jednego z najsłynniejszych didżejów świata wspomagać będą: najbardziej utalentowany polski turntabalista Dj Eprom oraz junglista Auricom.
28 kwietnia 2010
godz. 20:00
klub FAMA – Białystok
Dj Krush /Dj Eprom / Auricam
Wstęp: 25 zł (przedsprzedaż) i 35 zł (w dniu koncertu)
Organizatorem imprezy jest Białostocki Ośrodek Kultury. Po szczegółowe info odsyłam do panów Macieja Ranta lub Krzysztofa Sienkiewicza. Poniżej kontakt:
kino@bok.bialystok.pl
Przypomnijmy, dj Krush to legendarny japoński dj, który zaczynał karierę w latach 80. Stał się popularny dzięki mieszaniu różnych stylów oraz albumom, takim jak „Kakusei” i „Zen”. W swojej karierze nagrywał dla takich wytwórni jak Sony, Mo Wax czy Red Ink.
Krush naprawdę nazywa się Hideaki Ishii i pochodzi z Tokio. Do tworzenia muzyki (szczególnie hip-hopu) zainspirował go film „The Wilde Styles”. W roku 1987 stworzył m.in. z DJ’em Muro zespół Krush Posse, z którym rozstał się pięć lat później, by zająć się karierą solową. Jego pierwszy album „Krush” ukazał się w 1994 roku.
Dj Krush okrzyknięty został mistrzem gramofonu z racji tego, iż jako jeden z pierwszych muzyków śmiało wykorzystywał ten sprzęt na scenie. W roku 2002 za album „Zen” otrzymał nagrodę AIFM w kategorii Najlepszy Album Elektroniczny. To jeden z najoryginalniejszych twórców instrumentalnego hip-hopu.
Hideaki, określany jako „ikona ambitnego downtempo”, zasłynął także jako producent i kompozytor muzyki filmowej. Współpracował z takim muzykami jak: Dj Hide, Dj Sak i Dj Shadow. Występował na całym świecie, m.in. w Australii, Niemczech, Wielkiej Brytanii, Belgii, USA. W marcu 2007 roku, w Japonii ukazał się album DVD „Suimou Tsunenimasu”, podsumowujący jego 12-letnią karierę. Wśród swych muzycznych faworytów wymienia Johna Coltrane’a, Jamesa Browna oraz Milesa Davisa, których muzyką „przesiąkł” podczas słuchania nagrań z kolekcji swojego ojca.




Dodaj komentarz