Kolejny odcinek Gold Song. Dzisiaj będzie nietypowo. Po raz pierwszy przedstawię Wam francuskojęzyczną piosenkę, o której istnieniu dowiedziałem się w zasadzie dzięki pewnej książce, którą czytałem pod koniec 2009 roku.
„[…] Czasami brał gitarę, Boże mój, Patryku, to jest ten sam płacz, tylko może jeszcze bardziej rozpaczliwy, bo tamtego już nie ma, na miejsce tamtego niczego nie ma i nie było, a niedługo nie będzie niczego. Kurwa mać – Konstancja brutalnymi i przez to niezręcznymi ruchami ocierała łzy – nie będzie nas, to będzie las – nie znała, najwyraźniej nie znała nawet alfabetu brutalnych gestów. – Brał gitarę i śpiewał swoją ulubiona piosenkę, śpiewał tę piosenkę, o której mówił, że może ją grać i śpiewać przez dwadzieścia godziny na dobę i całe życie. Którą? Jaką? That’s the question, Patryku. Co najbardziej lubił nucić wirtuoz classic, hard i gangsta rocka? Starą piosenkę nieboszczyka Jacques’a Brela Ne Me Quitte Pas. Znasz ten wykopaliskowy przebój? Nie znasz? Prawie niemożliwe. […]”
Jerzy Pilch, Miasto utrapienia




Dodaj komentarz