Polska muzyka idzie w elektronikę oraz syntetyczne brzmienia – i nie jest to już jednorazowy przypadek, lecz kolejna płyta od kogoś, kto wcześniej z takimi klimatami nie miał wiele wspólnego (żeby nie napisać: nic wspólnego). Czy to dobrze, czy też źle – zapewne ocenicie sami. Jedni skrytykują teraz, bo inni robią to już od jakiegoś czasu, a drudzy posłuchają i stwierdzą, że „może być”. Jak w to wszystko wpisuje się nowa płyta grupy Hey zatytułowana „Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!”?
Nowa propozycja grupy Hey to po prostu rewelacja. Zespół Nosowskiej postawił na rozwój, który przyniósł nam – słuchaczom – nie lada niespodziankę. To, co znamy z rynków zagranicznych, a więc brzmienia takich grup jak Radiohead, Air czy też moich ostatnich ulubieńców z Franz Ferdinand, teraz dostajemy w wersji polskiej, co nie znaczy gorszej, mającej się czego wstydzić.
Hey grupą rockową? Tak, może jeszcze 5 lat temu. Teraz drogi słuchaczu musisz wziąć poprawkę na to, że do gitarowego grania muzycy dołożyli (nie ukrywajmy tego – jak większość podążając za panującą modą) szczyptę elektroniki. Szczypta ta sprawiła, jak w dobrze doprawionej zupie, że potrawa stała się jeszcze lepsza, a konsumujący ją smakosz nie wypluje jej z ust, nie będąc przyzwyczajonym do takiego smaku.
Hey – „Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!” (okładka)
To nowe Hey jest ciekawsze, ma więcej do zaoferowania. Z gitarowego, grungowego grania grupa poszerzyła znacznie horyzonty muzyczne. Na „Miłość! Uwaga!…” odpowiedzialny za produkcję płyty Marcin Bors sięgnął dalej niż można było się tego spodziewać. Jest elektronicznie, pulsująco (singlowe „Kto tam? Kto jest w środku?”), tanecznie i klubowo („Faza Delta”), a nawet folkowo („Chiński urzędnik państwowy”). Jednak mimo tej rozbieżności poszczególnych utworów, płyta jest niesamowicie spójna, przez co słucha się jej niczym jednej, długiej na prawie godzinę piosenki.
Kilka słów trzeba też skierować w stronę Katarzyny Nosowskiej. Zapewne to, co napiszę nie będzie niczym nowym, jednak wokalistkę pochwalić należy za kolejną dawkę świetnych, oryginalnych tekstów. Metafory (zagłada kwiatów trwa, koncentracyjny parapet w domu mam), zestawienia wyrazów (przykładowo umieraj stąd) i ciekawe pomysły na niebanalne śpiewanie o miłości – to w Polsce potrafi tylko Nosowska.
„Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!” to, obok nowych płyt Kultu i Piasecznego oraz solowego debiutu Pablopavo, najlepszy tegoroczny polski produkt muzyczny (każdy z innego punktu widzenia i z innej „muzycznej szuflady” oczywiście). Album ten, jest dowodem na to, że poszerzanie horyzontów muzycznych – zarówno przez twórców, jak i słuchaczy – to wielka zaleta, a ten kto zamyka się w jednym klimacie w nowych czasach przegrywać będzie jeszcze przed wejściem do studia z myślą nagrania nowych piosenek.





Dodaj komentarz