Nie oszukujmy się – na premierę tego krążka czekało wielu (żeby nie pisać wszyscy ci, którzy interesują się polską muzyką). Atmosfera podgrzana singlowymi piosenkami sprawiła, że na głowę Agnieszki Chylińskiej wylało się wiadro pomyj za zmianę klimatów muzycznych. Oczywiście znaleźli się także tacy, którzy bronili wokalistki. Jaka jest więc tak naprawdę płyta „Modern Rocking” i „nowa Chylińska”?
Cokolwiek by o tej płycie nie napisać – że jest fenomenalna, innowacyjna, podkreślająca wielką wewnętrzną zmianę wokalistki, czy wręcz przeciwnie – przyrównując ją do najgorszych muzycznych doświadczeń – jedno jest pewne: Chylińska zrobiła swoje, nagrała album odzwierciedlający jej obecny stan ducha i to, jak patrzy w tym momencie na muzykę. Nie można sięgając po ten krążek automatycznie łączyć sobie nazwiska piosenkarki z jej poprzednimi dokonaniami na scenie (O.N.A. oraz debiutancka solowa płyta „Winna” z 2004 roku), jej wcześniejszym rockowym wizerunkiem. Wiem, to trudne – lecz jeśli tak do tego podejdziecie, to na starcie przegrają wszyscy – i Wy, i piosenkarka.
Agnieszka Chylińska – „Modern Rocking” (okładka)
Oświadczam i informuję, iż mylili się ci, którzy uważali, że nowa płyta Chylińskiej będzie klonem ostatniego materiału Natalii Kukulskiej. Głównym argumentem potwierdzającym to twierdzenie miał być fakt, iż obie wokalistki w studio wspomagali producenci z Planu B, a więc Marek Piotrowski i Bartek Królik. Nic takiego jednak się nie stało i „Modern Rocking” nie jest kopią ani Kukulskiej, ani grupy Sistars, którą wcześniej obaj panowie współtworzyli. Tę nietożsamość oczywiście uznać należy za wielki plus i atut (nie to, że „Sexi Flexi” jest albumem słabym, lecz kto ma ochotę słuchać identycznych melodii na dwóch różnych płytach?).
Jak już zapewne większość wie, „nowa Chylińska” nie jest rockową szprychą. To jest pop pełną gębą, jednak nie można się go wstydzić, odżegnywać się od niego. To jest pop, ale nie bijący po oczach czysto różowym kolorem, białymi kozaczkami, futerkiem i tęczowymi tipsami. Muzyka popularna, jak już pokazała wcześniej np. Ania Dąbrowska, nie musi być miałka i bezmyślna. Oczywiście dokonań obu wokalistek nie ma co porównywać, bo to zupełnie inne bajki, jednak Chylińska i Plan B pokazują, że dźwięk wydobyty za pomocą komputerów, MPC i klawiszy (panowie producencie, brawo!), opatrzony mądrym tekstem tworzyć może pop z wyższej muzycznej półki.
Agnieszka Chylińska & Plan B (fot. myspace.com/agnieszkachylinska)
W otwierającej płytę piosence „Ostatnia łza” wokalistka zadaje dwa pytania: Najwyższy czas pokazać twarz, czy zaufasz takiej mnie? A jeśli nie, to co zrobić mam, byś uwierzył, że to ja?, które przewijają się tak naprawdę przez cały czas obcowania z tym materiałem. Chylińska prezentuje swoje inne, do tej pory nieznane muzyczne oblicze. Jest to jednocześnie płyta bardzo osobista, co wydedukować można z tekstów takich utworów jak „Niebo”, „Normalka”, singlowe i chyba najlepsze z całości „Nie mogę Cię zapomnieć” oraz „Plim Plam” (ten pulsujący beat!).
Głosy mówiące, że Agnieszka Chylińska się sprzedała pojawiały już się wcześniej, a po premierze tej płyty tylko się nasilą, to pewne. Jednak mam nadzieję, że znajdą się w tym kraju ludzie, którzy nie będą sugerować się przeszłością i tym, co mówią zawistni i wszystkowiedzące „chodzące encyklopedie”. „Modern Rocking” to naprawdę porządna produkcja zarówno od strony muzycznej (jeszcze raz: Plan B, brawo!) i wokalnej, którą – może zabrzmi to trochę trywialnie – szczerze Wam polecam, ale tylko na warunkach jakie przedstawiłem na samym początku tego tekstu. W przeciwnym razie będzie to najgorsze 40 minut w Waszych dotychczasowych kontaktach z dziedziną sztuki, jaką jest muzyka.





Dodaj komentarz