Premiera najbardziej wyczekiwanej płyty początku roku za nami. Mimo wcześniejszego udostępnienia materiału w sieci (m.in. na profilu MySpace), ja dopiero dzisiaj znalazłem czas, by zapoznać się z dziełem zatytułowanym „No Line On The Horizon”. Czy Bono i jego koledzy przekonali mnie do siebie? Odpowiedź poniżej.
Fanem U2 nigdy nie byłem i raczej nie zostanę, a już na pewno nie po nowej płycie. Co wcale oczywiście nie znaczy, że krążek „No Line On The Horizon” nie osiągnie sukcesu komercyjnego. Wręcz przeciwnie. Płyta sprzeda się zapewne w przyzwoitym nakładzie, teledyski i single promujące będą miały wysoką rotację w mediach, a ślepo zapatrzeni w Bono fani, ogłoszą album najlepszą płytą roku 2009.
O najnowszym dziele irlandzkiej formacji mogę w zasadzie powiedzieć tyle, że dawno się tak nie nudziłem podczas słuchania muzyki. Nie wiem, może miałem taki dzień, może ciśnienie złe. Jednak prawda jest taka, że z grupą U2 „nie mogłem się dogadać”. Nie wiem co strzeliło muzykom do głowy, że nagrali tak słaby – jak na nich – album. Po hitach na miarę „With or Without You” czy „Beautiful Day” nie ma tu śladu. Bono i spółka mieli już w swojej długiej historii momenty lepsze i gorsze, ale tak źle chyba jeszcze nie było.
Teraz jednak proszę o to, abyście wrócili swój wzrok o kilka linijek do góry, gdzie pojawiły się słowa „jak na nich”. Płyta, mimo że w dyskografii U2 będzie stanowiła raczej zakalec, na tle innych tegorocznych wydawnictw, utrzymanych w podobnych klimatach, prezentuje się całkiem dobrze. „Moment of Surrender”, „Breathe” i „Stand Up Comedy” to moje trzy ulubione tytuły z krążka. Jednak nie są to jakieś wielkie kompozycje. Na wcześniejszych wydawnictwach grupy, byłyby to jedynie piosenki przeciętne.
„No Line On The Horizon” było jedną z najbardziej wyczekiwanych płyt tego roku. Nawet ja, mimo że za twórczością Irlandczyków nigdy nie przepadałem, doceniam ich wkład w rozwój muzyki i także czekałem. Ta płyta fenomenem jednak nie jest. Bono od kilku lat wydaje się już trochę zagubiony w swej patetyczności i to robi tutaj „największe tyły”. Szkoda. Naciągana „czwórka” za wcześniejsze zasługi.





Dodaj komentarz