K’Naan wśród słuchaczy rapu ma już ugruntowaną pozycję. Głosowo przypomina Eminema, jednak tematyka jaką porusza w swoich utworach jest zupełnie odmienna od tej, jaką znajdziemy w tekstach rapera z Detroit. Wczoraj światową premierę miała kolejna płyta somalijskiego muzyka, zatytułowana „Troubadour”. Ja już mam o niej zdanie, a Wy?
Mówisz komuś w Polsce „trubadur”, a ten od razu pomyśli Krzysztof Krawczyk. Nie ma się co oszukiwać – tak jest. Miałem więc problem z tym, aby recenzja nowej płyty somalijskiego artysty, znanego szerszej publice pod pseudonimem K’Naan, nie została przez kogoś źle odebrana lub, co gorsza, pominięta zaraz po zapoznaniu się z tytułem. Jednak jeśli czytasz to teraz, istnieje pewne prawdopodobieństwo, że sięgniesz po krążek „Troubadour” i kto wie, może nawet Ci się on spodoba.
Powiem szczerze, że byłem niezwykle zaskoczony stosunkowo słabymi ocenami tego krążka w zachodniej prasie muzycznej. Przykładowo, recenzent z „Rolling Stone” przyznał tylko 3 gwiazdki (na 5 możliwych). Mimo tego sięgnąłem po trzeci już solowy materiał mieszkającego w Kanadzie muzyka.

Początkowe dźwięki pochodzące z „Troubadour” nie zachęcały mnie do dalszego obcowania z krążkiem. Wszystko wydawało mi się miałkie i jakieś takie niewyraźne. Jednak trzecia pozycja na płycie – utwór „Dreamer” – tak mnie wkręciła, że nie mogłem odmówić sobie przesłuchania krążka do samego końca. Funkowy kawałek zasadził mi takiego kopa, że do końca dnia dysponowałem niespożytymi pokładami energii. Zresztą cała płyta to duża dawka pozytywnych wibracji, które w zimowe dni, przydadzą się każdemu z nas.
Im bardziej w głąb płyty, tym lepiej, a „szczytem szczytów” są następujące po sobie dwa utwory: utrzymany w stylu duetu Gnarls Barkley „Bang Bang” z gościnnym udziałem frontmana grupy Marron 5, Adama Levine’a, oraz funkowo-rapowo-rockowa hybryda „If Rap Gets Jealous” z gitarzystą Kirkiem Lee Hammettem z legendarnej formacji Metallica.
Przy okazji płyty, raper zabiera nas także w podróż – wpierw do swojej rodzinnej Somalii (utwór „Somalia”), by już w kolejnej piosence powrócić do Stanów Zjednoczonych, w których mieszkał przecież jakiś czas. Kawałek „America” wart jest zresztą uwagi nie tylko ze względu na poruszaną w nim tematykę. Godni zauważenia są pojawiający się w nim goście: Mos Def (czekam na nową płytę!) oraz Chali 2na (z Jurassic 5). Całość kończy track o dość zaskakującym tytule „People Like Me”. Nawet jeśli do tej pory ludzie nie przepadali za osobą i muzyką autorstwa Kanaana Warsamena, w tym momencie powinni zmienić zdanie. Takiej płyty nie da się po prostu nie lubić.
Podczas przesłuchiwania albumu „Troubadour”, zauważyłem, że ostatnimi czasy strasznie drażni mnie Damian Marley. Co ma wspólnego z tym materiałem syn „boga reggae”? Otóż pojawia się gościnnie w utworze „I Come Prepared” i … całkowicie go psuje. To już drugi taki przypadek w przeciągu tego tygodnia. Wcześniej muzyk zupełnie nie wpasował się w singlowe „Fire” pochodzące z płyty B Reala, zatytułowanej „Smoke & Mirrors”. Obniżka formy Damiana martwi szczególnie w perspektywie wspólnego projektu z Nasem. Oby wszystko poszło jednak dobrze i po myśli artystów.
Wracając jeszcze na sam koniec do tematu głównego, jakim jest „Troubadour”, chcę rozwiać wszystkie obawy związane z tytułem i zaznaczyć, że somalijsko-kanadyjski trubadur nie ma nic wspólnego z „polskim Elvisem”. Śmiało więc możecie sięgnąć po ten bardzo ciekawy materiał.





Dodaj komentarz