Zespół legenda jakim jest bez dwóch zdań Metallica, powraca dziś po pięciu latach z płytą zatytułowaną „Death Magnetic”. Sprawdźmy więc, co James Hetfield i jego koledzy przygotowali dla swoich fanów.
Album zapowiadany był jako powrót do korzeni, do muzyki jaką kapela prezentowała na pierwszych płytach. Zapowiadano również powrót do ‚agresywnego grania z wykopem’. I co? I zapowiedzi zostały spełnione. Fani ‚starej Metallici’ mogą czuć pełną satysfakcję.
Panowie z San Francisco pokazali, że potrafią zrobić płytę poziomem dorównującą chociażby takim klasykom jak „Black Album” i stać ich jeszcze na coś więcej, a nie tylko przysłowiowe odcinanie kuponów – co można było zauważyć chociażby przy krążku „St. Anger” z 2003 roku.
„Death Magnetic” to tylko dziesięć utworów. Lecz niech nie zmyli Was ich ilość. Płyta jest płytą w pełni słowa tego znaczeniu. Kawałki są zaskakujące, pełne ciężkich brzmień, błyskotliwych gitarowych riffów i co najważniejsze – mają ten klimat, który odczuwalny był na pierwszym i drugim krążku grupy. W tym miejscu należy wspomnieć o producencie Rick’u Rubin’ie, który zastępując Bob’a Rock’a, był w stanie uczynić Metallicę ponownie zespołem mentalnie młodym i głodnym grania.

Najlepsze utwory? Chciałbym wymienić wszystkie dziesięć, ale to byłoby za proste. Warte wymienienia są na pewno: „The Day That Never Comes” (do którego powstał teledysk), „The End of the Line” – ciężka, przebojowa piosenka przechodząca chwilami w rockową balladę oraz utrzymany w staroszkolnym metalowym stylu„The Judas Kiss”. Zwraca na siebie uwagę także „The Unforgiven III”, czyli kawałek kończący trylogię piosenkę pod tym tytułem (chyba troszkę gorszy od „The Unforgiven”, ale to tylko moje prywatne odczucie). Jednak to, co najbardziej rusza słuchacza, to bardzo klimatyczne intro („That Was Just Your Life”) oraz „All Nightmare Long” – najlepszy utwór na płycie. Mocne riffy, pulsująca melodia – i tak przez osiem minut. Palec sam ląduje na przycisku ‚powtórz’.
Metallica zaskoczyła bardzo pozytywnie, spełniając wcześniejsze zapowiedzi o powrocie do swoich korzeni. Muzycznie płyta przemawiać będzie pewnie w większości do fanów ciężkiego grania, ale i metalowi laicy powinni znaleźć tutaj coś dla siebie. I nich podsumowaniem tego tekstu będą słowa recenzenta z magazynu rockowego „Kerrang!”: Z radością możemy zakomunikować, że ta płyta RZĄDZI!.





Dodaj komentarz