Red i Spinache po ponad rocznej przerwie powrócili z kolejnymi niesamowitymi przygodami. Niestety, mimo wielkiej sympatii do obu panów, muszę to zaznaczyć – przygodami gorszymi i mniej ciekawymi od tych zawartych na poprzedniej płycie.
Red i Spinache są na polskiej scenie postaciami kontrowersyjnymi, mają tylu samo fanów co wrogów (Red ma na bank większą tę drugą grupę). Jednak muzycy nie przejmują się internetowymi hejterami i dalej robią to, co lubią. A lubią rap, funk, śmieszne i absurdalne sytuacje, dobrą zabawę, miejsca, z którymi są związani w jakiś tam sposób i piękne kobiety. I to wszystko znajdziemy na „8 rano”.

Jednak przede wszystkim duet ten kocha muzykę. Red jest mistrzem bujających beatów, a Spinache mimo wielu złych – krzywdzących go dodajmy – opinii, potrafi pociągnąć dobra zwrotkę.
Co jeszcze znajdziemy na płycie? Oczywiście są goście: J-Ro (z Tha Alkaholiks), znajomi z Obozu T.A. – Cezet i Mizone, do tego wokalista Łukasz Lach oraz Dj Cube w chyba najlepszym numerze z całego albumu – „Indywidualnie”. Nie mogło zabraknąć także szalonych skitów z Vladimirem.
Minusy? Tak krótko, bo nie lubię krytykować swoich muzycznych faworytów. Jest na pewno jest gorzej niż na „7 rano” – i pod względem muzycznym i tekstowym. Red i Spinache powielają schematy piosenek z poprzedniego materiału, przez co utwory nudzą się dwa razy szybciej.
8 rano niesie przesłanie niezwracania uwagi na nieuzasadnioną i bezpodstawną krytykę, radości z życia i tego, co się w nim robi. Jest to lekka muzyka, nadająca się do samotnego słuchania oraz na imprezę z przyjaciółmi.
Na kolejną płytę przyjdzie nam pewnie troszkę dłużej poczekać. Red bowiem podobno planuje powrót do rodzinnej Genewy, a Spinache skupi się nad solowym projektem. Ale kto wie, czy ta przerwa nie wyjdzie na dobre wszystkim – i raperom, i słuchaczom?





Dodaj komentarz