„Przeraża mnie obecna władza technologii nad człowiekiem”. Kwadrans z… Peterem J. Birchem

Peter J. Birch jest kolejnym muzykiem, który zdecydował się zmierzyć z pytaniami w ramach cyklu Kwadrans z….

Peter J. Birch (foto: Karolina Pędlowska)

Peter J. Birch (właściwie Piotr Brzeziński) – twórca muzyki, aranżer i tekściarz pochodzący z Wołowa – małego miasteczka na Dolnym Śląsku. Porusza się na płaszczyźnie folk rocka, alt-country i bluesa. Autor czterech solowych albumów studyjnych oraz jednej epki, które z entuzjazmem zostały przyjęte zarówno przez krytyków i słuchaczy w Polsce oraz poza jej granicami. Po koncertowych wojażach w Europie w listopadzie wystąpi w Japonii, gdzie wydana zostanie również jego płyta.

*** *** *** *** ***

1. Jestem muzykiem, ponieważ… z teoretycznego punktu widzenia nie jestem muzykiem, gdyż nie znam nut, ani nie mam na to żadnych papierów. W praktyce wydaje mi się, że nic mi w życiu lepiej nie wychodzi. Lepiej będzie więc powiedzieć, że jestem w świecie muzyki, gdyż kocham grać i śpiewać.

2. W procesie twórczym najbardziej inspiruje mnie chwila, moment. To może być wszystko. Dźwięk, gest, wypowiedź czy zdarzenie. Ludzie i ich perypetie są zdecydowanie najbardziej inspirujący.

3. … a najbardziej przeszkadza domofon lub telefon, szczególnie gdy ktoś dzwoni w trakcie nagrywania przeze mnie nowego pomysłu na… telefonie. Ostatnimi czasy najbardziej przeszkadza mi jednak własne mącenie w głowie. Zupełnie niepotrzebne analizy, te twórcze i te mniej, których z wiekiem i doświadczeniem mi przybywa. Obecnie walczę z tymi demonami z różnym skutkiem.

4. Płyta, jaka w ostatnim czasie zrobiła na mnie największe wrażenie to „Dionysus” zespołu Dead Can Dance. Dlatego, że otworzyła przede mną nową ścieżkę muzyczną, na którą jeszcze niedawno nie spodziewałbym się wkroczyć.

5. Książka, jaka w ostatnim czasie zrobiła na mnie największe wrażenie to „Beksińscy – Portret Podwójny” autorstwa Magdaleny Grzebałkowskiej. Uwielbiam czytać biografie, można się z nich wiele nauczyć, są bardzo inspirujące. Historia rodziny Beksińskich jest niezwykła i zarazem tragiczna. Mimo to, znalazłem w niej kilka rzeczy, które dają mi pewne nadzieje, pewien rodzaj pocieszenia we własnym procesie twórczym. Przede wszystkim uwielbiam postrzegać i dostrzegać. A ktoś taki, jak Zdzisław Beksiński, jest znakomitym punktem odniesienia.

6. Film, jaki w ostatnim czasie zrobił na mnie największe wrażenie to fantastyczny folk-horror „Midsommar” Ariego Astera. Tempo tego dzieła i ta cała psychodeliczno-sekciarska otoczka zrobiły na mnie ogromne wrażenie i wyszedłem z kina zachwycony, co zdarza się niezbyt często. Kocham kino lat 40. i 50., czyli epokę czarno-białych dreszczowców i melodramatów, zwanych film noir. Jestem wielbicielem twórczości Alfreda Hitchcocka i Orsona Wellesa. Od kilku lat oglądam bardzo dużo różnych filmów i seriali. Dzięki własnym doświadczeniom, czy to na planie moich teledysków, czy zapoznaniu się z procesem pracy cenionych przeze mnie reżyserów, zmieniłem dość mocno sposób postrzegania kina. Film jest teraz dla mnie czymś dużo większym, bardziej złożonym procesem. Przede wszystkim zwracam uwagę na zdjęcia, grę aktorską i pomysłowość w operowaniu fabułą, interpretację.

7. Młodzi twórcy i ich wizja sztuki to dla mnie wielka nauka, mobilizacja i inspiracja.

8. Pierwszą płytą, jaką kupiłem za własne pieniądze, była… szczerze mówiąc to nie pamiętam.

9. Artysta, którego podziwiam najbardziej to Zdzisław Beksiński. Mimo że z każdej dziedziny mógłbym wybrać osoby wybitnie inspirujące, to historia pana Zdzisława, jego podejście do własnej twórczości i styl życia, są niebywałe, biorąc pod uwagę wybitność dzieł jakie tworzył. Jego obrazy mnie zachwycają i jednocześnie przerażają. To sztuka najwyższej próby. Totalna magia.

10. Utwór muzyczny idealny na początek piątkowego wieczoru to „Thinking of a place” The War On Drugs. W ogóle mógłby grać cały czas. Doskonały utwór.

11. Utwór muzyczny idealny na początek leniwej niedzieli to „St. Louis Blues” Johna Faheya. Typowe lenistwo lub kacyk. Nie ma na to lepszego soundtracku.

12. Najbardziej w zawodzie muzyka irytuje mnie ten mój analizatorski umysł. To dar i przekleństwo jednocześnie.

13. Jeśli mógłbym wybrać epokę do życia, mój wybór padłby na epokę złotej ery Hollywood lat 40. i 50., ale ówczesny świat nie był czarno-biały jak na ekranie, Grace Kelly i tak nie poszłaby ze mną na herbatę, a powojenny klimat, jaki wtedy panował, zdecydowanie nie nastrajał pozytywnie. Może gdybym był nastolatkiem w latach 90., to byłoby fajnie, bo muzycznie i kulturowo uwielbiam tę epokę. Lata 60. także, zdecydowanie byłbym hipisem lub chwilę wcześniej bitnikiem. Chciałbym spróbować wszystkiego po trochu… więc w ostateczności może dobrze, że jestem tu, gdzie jestem? Choć przeraża mnie obecna władza technologii nad człowiekiem. Sam jestem jej ofiarą i czasem z tym walczę, ale dość słabo mi idzie.

14. „Żadna praca nie hańbi”, ale wolałbym nie pracować jako… czasem dorabiam pracując u wujka w ekipie remontowej. Dla grajka takiego jak ja, pracującego rękami i głosem na scenie, kurz, tynk, młotek i ostre narzędzia to niezbyt przyjazne środowisko. Zawsze, gdy napieprzam gumówką lub tańczę na drabinie i tynk sypie mi się na ryj, powtarzam sobie, że muszę zrobić wszystko, żeby żyć z muzyki i nigdy nie musieć tu wracać, choć jestem niezmiernie wdzięczny wujkowi za wsparcie. To jednak dobra lekcja pokory. Obecnie udało mi się znaleźć pracę nazwijmy to biurową, więc mam dzięki temu więcej energii do działania nad muzyką. Grunt to mieć spokój w portfelu, a wtedy wszystko inne idzie łatwiej. Mam nadzieję kiedyś tego zaznać. Pracuję nad tym.

15. Gdybym nie był tym, kim jestem, zapewne zostałbym piłkarzem, koszykarzem lub mistrzem wschodnich sztuk walki. Gdyby mi się udało, to miałbym ten spokój, o którym mówiłem wcześniej (śmiech).

Kwadrans z… to cykl krótkich wywiadów w formie kwestionariusza osobowego zawierającego piętnaście pytań. Zapoznanie się z odpowiedziami nie powinno zająć czytelnikowi dłużej niż rzeczony kwadrans. W rolę przepytywanych wcielają się osoby związane mniej lub bardziej bezpośrednio z szeroko pojętą sztuką – muzycy, fotografowie, artyści plastycy, ale też dziennikarze, blogerzy i promotorzy.

*** *** *** *** ***

Bądź na bieżąco z publikacjami na blogu AxunArts. Zapisz się już dzisiaj do newslettera. Polub blog na Facebooku oraz obserwuj autora na Instagramie i Twitterze.

View this post on Instagram

Informacja o Noblu dla Olgi Tokarczuk jest dzisiaj tematem numer jeden, ale spróbuję się przebić z taką oto wiadomością: „Hot Rats” Franka Zappy kończy dzisiaj dokładnie pięćdziesiąt lat. Płyta ukazała się 10 października 1969 roku i przez wielu słuchaczy uznawana jest za najlepszą we wczesnym solowym dorobku muzyka. Materiał powstał już po pierwszym rozwiązaniu zespołu The Mothers of Invention (pierwszym, ponieważ kapela schodziła i zawieszała działalność jeszcze kilka razy, by ostatecznie rozpaść się w połowie lat siedemdziesiątych). Warto dodać, że album ten jest pierwszym materiałem sygnowanym nazwiskiem Zappy niemal w całości składającym się utworów instrumentalnych. Ognista i psychodeliczna mieszanka klasycznego rocka, jazzu i rocka progresywnego, która brzmi bardzo świeżo nawet pół wieku od premiery. @zappa #muzyka #music #rock #jazz #jazzrock #progressiverock #Zappa #FrankZappa #HotRats #HotRats50 #50thAnniversary #vinyl #vinylcollector #vinylcollection #instavinyl #vinylporn #axunarts

A post shared by Mateusz Kołodziej (@axunarts) on

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.